Durexowy baron

Często w moim życiu przychodzą przełomowe momenty. Dzieją się wtedy najróżniejsze rzeczy – jednak wszystkie mają na mnie pozytywny wpływ (albo ja podświadomie pomijam te negatywne..). Można to porównać do oceanu, jest gładki jak stół i spokojny niczym indiański wódz podczas narady plemiennej, a w ciągu kilku minut mogą nadejść chmury i niespodziewanie zburzyć atmosferę sielanki. Z tą różnicą, że jak już wspomniałem, w moim życiu są to pozytywne chwile. Jest tylko jeden problem – o ile pogodę mniej, lub bardziej da się przewidzieć, o tyle ja nie mam pojęcia jak rozpoznać, że niedługo w moim życiu nastąpi kolejny przełom. Czytaj dalej

Schody do wolności

Czasami zastanawiam się jak to jest z tą wolnością. No bo w szkole nas (mnie?) uczyli, że żyjemy w wolnym kraju, że demokracja zapewnia nam wolność słowa – ach jakie to jest wspaniałe, możemy mówić co tylko chcemy i bezproblemowo wyrażać swoje poglądy – zupełnie jak twórca ‚antykomora’… A nawiązując do szkoły to moim zdaniem obecny system edukacji, to jedno wielkie gówno – ale na ten temat poświęcę inny wpis. Czytaj dalej

Nie bądź idiotą

Uwaga, prezentowana treść wyraża moje zdanie, oparte na własnych obserwacjach!

Słuchajcie, chyba większość z nas miała epizod z szukaniem pracy przez internet. Jest to całkiem logiczne, bo kto by tak nie chciał – wstajesz rano, otwierasz laptopa, odpalasz ekspres do kawy, ogarniasz się i siadasz przy stole, wcinasz kanapkę, popijasz kawą i pracujesz – zarabiasz. Tak to wygląda w idealnym świecie, lub w świecie freelancerów oraz innych profesjonalistów, którzy mają możliwość zdalnej pracy z dowolnego miejsca na ziemi, tudzież we wszechświecie. Ale są też oferty skierowane do „każdego z nas”, które nie wymagają wielkich kwalifikacji, ani zdolności. Wystarczy siedzieć i klikać, lub „zainwestować” i klikać nieco mniej, niż w pierwszym przypadku. I nad tą drugą opcją zamierzam się tutaj pastwić! Czytaj dalej

Odysei ciąg dalszy

Popełniłem błąd.

Z niewiedzy, chciałem się zgłosić do VATu w urzędzie zgodnym z moim miejscem zamieszkania i prowadzenia działalności – miałem takie przebłyski, bo kiedyś czytałem ustawę, jednak nie zadałem sobie trudu jej przeczytania po raz drugi. Faktem jest, że mało jest jasnych informacji na ten temat, na próżno też oczekiwać porady i wskazówki od urzędnika. Czytaj dalej

Nie taka skarbówka straszna… chociaż nie do końca

Zanim sam miałem okazję pójść do urzędu w sprawie własnej firmy, naczytałem się o nim spooooro złych rzeczy. Narzekania na złą obsługę, brak ludzkiej twarzy, stanowczość i upór – wszystkie oczywiście nie bezpodstawne – są wszechobecne. Przeczytajcie książkę „Biznes w kraju dziadów”, opisującą jaką walką jest prowadzenie firmy w Polsce. Tak więc byłem nastawiony dość negatywnie, jakaś część mnie mówiła, że jutro też jest dzień i że nie muszę tam iść dzisiaj – chciała to odwlec na ile się da, jednak przełamałem się i poszedłem. Czytaj dalej

Konto już jest, pozostaje jeszcze przygoda z US

Po dłuższej przerwie powracam z njusami dotyczącymi mojej działalności. Jestem na urlopie i postanowiłem odreagować i odpocząć, ale ileż można 🙂 Grzeje dzisiaj niemiłosiernie, klima w aucie na najwyższych obrotach (wspaniała rzecz), ale każdy dzień jest świetny, bez względu na pogodę – a dzisiaj załatwiłem dwie sprawy na mieście, więc jestem zadowolony. Czytaj dalej

No to się zdziwiłem

Jeszcze nie tak dawno pisałem o limitach wydatków. Stwierdziłem, że gdy przekroczę 15tyś to zacznę się martwić. Dzisiaj rano dostałem maila od programistów. „O, pewnie sklep już gotowy” – pomyślałem. Otworzyłem wiadomość i pomyślałem sobie „k**wa no i co ja teraz na blogu napiszę” xD. Czytaj dalej

Ewolucja limitu wydatków

Kiedy wiedziałem już, że chcę otworzyć księgarnię internetową, postanowiłem ustawić sobie limit początkowych wydatków, jakie zamierzałem ponieść. Zainspirowany historiami, jak to inni otwierali biznesy za 300 – 500 – 1000zł postanowiłem ustawić sobie większy margines, czyli 5000 polskich złotych. Jest to mój pierwszy biznes, nie od razu Rzym zbudowano, a jak wiadomo wybudować jest znacznie ciężej niż zniszczyć – stwierdziłem, że nie będę nic nikomu udowadniał i 5tyś nie jest kwotą ani za małą, ani za dużą. Czytaj dalej